Archiwa tagu: Szwajcaria

Niagara Europy

Przejechać blisko 2300 km tylko po to by zobaczyć wodospady i wyspę z ogrodem botanicznym? Czyste szaleństwo? Nie dla nas! Podczas długiego sierpniowego weekendu, z jednym z biur podróży, wybrałyśmy się do Szwajcarii.

Zwiedzanie zaczęłyśmy od wodospadu Rheinfall, który jest największym pod względem przepływu wodospadem Europy. Położony jest na przełomie Renu w miejscowości Neuhausen w Szwajcarii. Woda z ogromną prędkością uderzająca o skały i rozpryskująca się na wszystkie strony delikatną pianą muskała nasze twarze. Powietrze było przesiąknięte wilgocią i słońcem. Przy tak wyjątkowym pokazie potęgi i piękna natury wszystko inne wydaje się mało istotne. Dziś odnosimy wrażenie, że to było jak sen. Jednak czysto naukowe statystyki nie kłamią:

- średni przepływ letni: 600 m³/s

- średni przepływ zimowy: 250 m³/s

- najmniejszy przepływ w historii – 1921 r., 95 m³/s

- największy przepływ w historii – 1965 r., 1250 m³/s.

Wodospad Rheinfall.

Zamek Laufen na skale.

Kulminacyjnym punktem tej części wycieczki był rejs niewielkim stateczkiem  do skały, na którą można było wdrapać się i stamtąd  podziwiać wodospad w całej okazałości. Czując jego energię na własnej skórze. Każdy zmysł był tego dnia rozpieszczany do granic możliwości: wzrok – cudownym pejzażem, słuch – kojącym szumem wody, a dotyk i węch – chłodną bryzą. Jesteśmy całkowicie oczarowane tym miejscem. Jeśli będziecie chcieli je odwiedzić, to polecamy jechać tam z samego rana, gdy nie ma jeszcze tłumów.

Dla miłej odmiany, by zamiast stać, trochę pochodzić lub usiąść na cudownie zielonej i miękkiej trawie, udałyśmy się na wyspę Mainau, zwaną również Wyspą Kwiatów. Jest ona położona w północno -zachodniej części jeziora Bodeńskiego. Ze względu na wilgotny mikroklimat możliwa jest tutaj uprawa egzotycznych roślin. Oczywiście jak prawie z każdym znanym miejscem i z tym związana jest pewna piękna, romantyczna historia. W 1932 książę hrabia Lennart Bernadotte odmówił ożenku z wyznaczoną księżniczką, wybrał drogę miłości, której imię Karin Emma Louise Nissvandt. Popełniając mezalians został pozbawiony praw do dziedziczenia tronu. Zamieszkał na wyspie Mainau, a jego miłość z powodu licznych podróży przybrała wymiar kwiatowej wyspy.

Prócz licznych i przepięknych roślin, a zwłaszcza witającego zwiedzających…kwiatka z kwiatków, wyspa to atrakcja turystyczna nie tylko dla dorosłych, ale również dla dzieci. Czeka tam na nie interesujący plac zabaw oraz różnego rodzaju zwierzęta jak kucyki i kozy. Spacerowałyśmy, nie licząc kąpieli w jeziorze, ponad dwie godziny, a i tak nie zdążyłyśmy nacieszyć się całą wyspą.

Przed powrotem do domu, czekała nas jeszcze wizyta w Konstancji. Nie chciałybyśmy psuć Czytelnikom humoru piękną historią, która ma słabe zakończenie. Jednak Monika pamięta Konstancję sprzed 15 lat. Wyglądała wtedy zupełnie inaczej i inne wrażenie wywierała. Dziś to tylko brud i sterty śmieci. Przez ostatni kryzys imigracyjny, co kawałek ktoś prosił o datki. Jedynym elementem godnym uwagi pozostaje budynek z XVI wieku, w którym przyjmowano biskupów i pomnik Imperii u wejścia do portu. Imperia upamiętnia sobór, który obradował w tym mieście w latach 1414 – 1418. Autorem pomnika, który odsłonięto w 1993 roku, jest Peter Lenk. Betonowa statua przedstawia kobietę trzymającą w dłoniach dwóch nagich mężczyzn. Postać w lewej dłoni przedstawia papieża Marcina V, którego wybór na konklawe w 1417 zakończył schizmę w Kościele rzymskim, ta w prawej natomiast przyszłego cesarza Zygmunta Luksemburskiego, który doprowadził do zwołania soboru. Obaj przyodziani są tylko w insygnia władzy – król rzymski nosi koronę, papież zaś tiarę.

Pomnik Imperii w Konstancji na tle Alp.

Kto by pomyślał, że w tak krótkim czasie zrealizujemy napięty plan i będzie to tak przyjemne. Gdyby nie Mary, która musiała wpaść na pomysł szalonych zakupów po drodze, przy okazji byłaby to niedroga impreza :) Obie jesteśmy bardzo zadowolone, to był miło i pożytecznie spędzony czas.