Archiwa tagu: święta

Jest Robótka 2017

CIACH!
 
Otwieramy kolejny sezon grzmiąc w światłowody na falach długich, krótkich, wąskich, szerokich, eterycznych i efemerycznych: 
Jest-robotka_napis
Osiem lat!
 
Łatwiej byłoby policzyć kryształy cukru pudru na wszystkich świątecznych plackach od Bogatyni po Wasilków niż ogarnąć, ileż to jednostek osobistego, spersonalizowanego szczęścia Robótkowicze przez te osiem lat rozpylili nad bohaterami Robótki – Starszakami z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie.
 
Ósemka to może i taki niepozorny bałwanek, dwie kulki byle jak połączone grawitacją, zero przez przypadek ściągnięte paskiem w talii, ale ósemka to również nasz potężny instrument reklamy podprogowej. Wystarczy wszak przewrócić ósemkę na bok i nagle bałwanek zamienia się w znak nieskończoności. I takie są, mniej więcej, ramy czasowe i plany względem Robótki. 
 
No bo jeśli nie my, to sami wiecie, nikt Starszakom nie zrobi tych nadchodzących świąt lepszymi.
 
Nikt.
 
Zatem, dla tych, którzy przez przypadek wpadli na Robótkę poślizgnąwszy się na algorytmach internetowych wyszukiwarek i dla tych, którzy chcą sobie przypomnieć, jak Robótka działa, zwięzła instrukcja obsługi - KLIK
Robotka-2017.jpg

Ja, Mary – Robótkowa Recydywistka wezmę udział w tej akcji już po raz czwarty. Was kochani Czytacze też serdecznie do tego zachęcam.

To, co? 
Słuchajcie. Jest Robótka…
I oby i tym razem dało radę, bo oni tam czekają.
Jak nikt na świecie :)

 

Wiedeńska magia świąt

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta….a Ty ich nie czujesz? Nic się nie martw, bo są niezawodne sposoby na takie dolegliwości. My serdecznie polecamy jarmarki bożonarodzeniowe organizowane najczęściej już od połowy listopada w każdym większym mieście.

Nas w tym roku skusiła Austria i nie zawiodłyśmy się. Bowiem najpiękniejsze wiedeńskie place przemieniły się w czarujące jarmarki i kusiły nas aromatem ponczu (Orangenpunsch) i smakołyków (Käsekrügel – kiełbasa z serem w środku, którą spróbowałyśmy w wiosce świątecznej na placu Maria-Theresien-Platz, pomiędzy Muzeum Historii Sztuki a Muzeum Historii Naturalnej). Niesamowicie świąteczna atmosfera podgrzewana dodatkowo gorącym winem ;) Przedświąteczny nastrój zapewniały również chóry muzyki gospel i występy zespołów muzycznych.

W Wiedniu jest 11 jarmarków, z czego nam udało się zobaczyć kilka. Najlepszy poncz wypiłyśmy na Stephanplatz. Podawany on jest w przepięknych kubkach, Co ciekawe na każdym z wiedeńskich jarmarków można spotkać inny kształt kubka: zwykłe lub w kształcie buta czy serca. Obowiązuje na nie kaucja, którą możemy odzyskać po wypiciu napoju lub, gdy kubek nam się bardzo spodoba, zabrać go ze sobą na pamiątkę. Wokół Stephanplatz znajduje się najwięcej sklepów z oryginalnymi pamiątkami.

Kubki z ponczem ze Stephanplatz. Oczywiście zabrałyśmy na pamiątkę.

W drodze ze Stephanplatz pod Ratusz będziecie mijać kawiarnię Demel znajdującą się przy ulicy Kohlmarkt 14. Koniecznie do niej wstąpcie na przepyszną kawę i kawałek tortu Sachera. Demel jest jedną z najbardziej znanych wiedeńskich kawiarni. Jej wnętrze jest bardzo klimatyczne, a obsługa przemiła. Oferta słodkości może przyprawić o zawrót głowy, ceny też :) W głębi lokalu znajduje się pracownia cukiernicza, gdzie zza szyby można obserwować pracę tutejszych mistrzów.

Kawiarnia Demel przy ul. Kohlmarkt 14.

Świąteczna witryna kawiarni Demel.

Ech, i jak tu nie wejść do środka…

Na placu Ratuszowym przywitała nas ustawiona na wejściu kilkumetrowa brama w kształcie łuku ze świeczkami oraz wielki napis Frohes Fest oraz Frohe Weihnachten (Wesołych Świąt). Wiele stoisk oferuje tradycyjne prezenty: ozdoby choinkowe, wyroby rzemiosła artystycznego, czapki, słodkości, przepięknie pachnące świeczki... Jeśli nie masz pomysłu na prezent i szukasz inspiracji to tam z pewnością coś znajdziesz. Jak się dowiedziałyśmy, po raz pierwszy była możliwość jazdy na łyżwach po dwóch dużych ślizgawkach oraz licznych ścieżkach wiodących przez park. Dodatkową atrakcją, oprócz 4500 m² powierzchni lodu, była austriacka gra „Eisstockschießen”, przypominającą do pewnego stopnia curling.

Jarmark pod Ratuszem.

Bombki – do wyboru do koloru. Śliczne, ale cena niektórych powalała.

Przejechałyśmy 1500 km, by poczuć magię Świąt i zabrać ją do domu – cel osiągnięty. Jedyny mało przyjemny aspekt naszej podróży to kradzież portfela, ale teraz możemy udzielić Wam rady, co robić w takim przypadku będąc za granicą. Poza tym nie umknęło naszej uwadze, że po zmroku na ulice wyszło bardzo wielu uchodźców. Przygotujcie się także na ogromne tłumy zwłaszcza pod wieczór, więc jeśli jesteście charakterami stroniącymi od skupisk ludzkich zastanówcie się czy w ogóle jechać. 

Wszystko pięknie, ale pamiętajcie… „Najlepsze prezenty ukryte są w sercach.” :)

Poznań rogalem stoi

Dla Poznaniaków 11 listopada to nie tylko Dzień Niepodległości, ale również Dzień św. Marcina, patrona m.in. dzieci, hotelarzy, kowali, młynarzy, podróżników oraz żebraków i żołnierzy, a także dzień w którym bezkarnie zajadamy się przepysznymi słodkościami.

Bierzcie przykład z Poznania ;)

Tego dnia na głównej ulicy naszego miasta – na św. Marcinie, odbywa się festyn „Imieniny ulicy”.  W swojej obecnej formie istnieje od 1993 roku, jednak tradycją nawiązuje do średniowiecznych obchodów tego święta. W tym dniu ulicą przechodzi pochód na czele ze świętym Marcinem, który przed Zamkiem z rąk prezydenta miasta odbiera klucze. Bez zbędnego patosu, radośnie i pozytywnie.

Imieniny ulicy.

Święty Marcin na białym koniu.

Święty Marcin na białym koniu.

Św. Marcin z kluczem do miasta.

Św. Marcin z kluczem do miasta.

A dlaczego akurat św. Marcin został patronem ulicy i skąd taki szalony pomysł, aby obchodzić jej imieniny?

W XII wieku w Poznaniu powstał kościół pw. św. Marcina. W tych czasach święty cieszył się popularnością właściwie w całej chrześcija-ńskiej Europie. Niewiele później wokół świątyni rozwinęła się osada, którą nazwano – a jakżeby inaczej – Święty Marcin. W jej pobliżu wytyczono ulicę, która do dziś nosi jej nazwę. I która co roku 11 listopada obchodzi imieniny.

O rogalach słów kilka.

Tego dnia Poznaniacy szturmują cukiernie, bo przecież trzeba zjeść tradycyjnego rogala świętomarcińskiego! Te pyszności, o kształcie półksiężyca i wadze od 150 do 250 g, wypiekane są z ciasta półfrancuskiego, nadziewane masą z białego maku i bakalii (migdały, rodzynki, figi i daktyle). Rogale są ozdobione białą pomadą zrobioną z lukru i posypane posiekanymi drobno orzeszkami. W ciągu roku piekarze wypiekają około 500 ton (2,5 mln sztuk!) tego przysmaku, z czego połowa zostaje przygotowana specjalnie na 11 listopada. Swoją drogą rogal najlepiej smakuje właśnie tego dnia. Na wartość kaloryczną opuśćmy zasłonę milczenia, w końcu raz w roku każdy chyba może sobie pozwolić na odrobinę przyjemności i słodkości ;) 

Poznaniacy wiedzą co dobre ;)

Poznaniacy wiedzą co dobre ;)

Nazwy „rogale świętomarcińskie” lub „rogale marcińskie”, dla swoich wyrobów mogą używać tylko te cukiernie, które uzyskały certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania. W tym roku certyfikat taki uzyskało około 100 piekarni i cukierni.

Te dwie nazwy zostały również wpisane do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej.

 A skąd on się właściwie wziął?

Tradycja wypieku rogali może mieć swe korzenie w czasach pogańskich, kiedy to podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z ciasta zawijanego w bawole rogi. Przyjmuje się, że kształt rogalika nawiązuje właśnie do zwierzęcych rogów. Niektórzy twierdzą, że Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią świętego Marcina.

Nie wiadomo dokładnie, od kiedy w Poznaniu i okolicach wypieka się rogale. Za datę początkową przyjmuje się rok 1891, kiedy to ksiądz z kościoła p.w. św. Marcina w Poznaniu –  Jan Lewicki, poprosił wiernych, by naśladując świętego, patrona żebraków – w dniu jego święta zrobili coś dobrego dla ubogich.

Na apel kapłana odpowiedział cukiernik Józef Melzer, których upiekł trzy blachy rogali i przyniósł je pod drzwi świątyni. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni byli nimi obdarowywani. W kolejnych latach w jego ślady poszli kolejni piekarze – i tak miała narodzić się tradycja wypieku rogali świętomarcińskich, która jest żywa do dziś. Prawdopodobnie jednak rogale wypiekano już wcześniej.

10 listopada 1852 roku w Gazecie Wielkiego Księstwa Poznańskiego cukiernia Antoniego Pfitznera zamieściła następujący anons: „Jutro w Czwartek Rogale nadziewane, po różnych cenach w cukierni A. Pfitznera, ulica Wrocławska”. Przyjmuje się, że Józef Melzer mógł spopularyzować funkcjonujący na mniejszą skalę wypiek rogali.

Legenda o rogalach świętomarcińskich.

Z postacią św. Marcina i wypiekiem rogali wiąże się znana legenda. Według niej – a przecież w każdej legendzie jest ziarnko prawdy – jednemu z poznańskich piekarzy, niejakiemu Walentemu, przyśnił się jadący na białym koniu święty Marcin. Rumak świętego w pewnej chwili zgubił podkowę, którą podniósł Walenty. Zainspirowany jej kształtem, uformował ciasto z migdałami. Następnie upieczone rogale rozdał biednym, pamiętając o postawie świętego, który również wspierał ubogich.

Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. "Legenda o rogalach świętomarcińskich".

Legendę w zabawny sposób przestawia książka dla dzieci Elizy Piotrowskiej pt. „Legenda o rogalach świętomarcińskich”.

Tym z was, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej o rogalach lub po prostu lepiej poznać Poznań, serdecznie polecam Rogalowe Muzeum Poznania (KLIK). W muzeum tym poznacie stolicę Wielkopolski, jej specyfikę, język oraz symbole,w kameralnej, swobodnej atmosferze pokazów na żywo.

Robótka 2016

To już siedem lat notorycznego uszczęśliwiania Dzieciaków-Starszaków z Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie!  S I E D E M lat! (Kiedy to minęło?!)
Sztandar_Robotka2016_500px (1)
 
Tysiące wysłanych kartek świątecznych, naręcza cud-prezentów, kosze pierniczków, kilometry szalikowych udziergów, listy wierszem i prozą, tajfuny kreatywności, spełnianie marzeń  i determinacja, by wspólnymi siłami rok w rok, konsekwentnie czynić Starszakom święta lepszymi!

To się dzieje dzięki Robótkowym Superbohaterom! Bez Was i bez Waszych Serc (bez dna i z napędem turbo), nie byłoby ani pierwszej, ani siódmej edycji, ani żadnej innej edycji Robótki!  Superman z Kapitanem Ameryką mogą Wam najwyżej po znaczki na pocztę latać!

A zatem, Panie i Panowie, kosmonauci i rowerzyści, gracze w bierki i szachiści, hutnicy i robotnicy,  introwertycy i neurotycy, miłośnicy landrynek  i kolekcjonerzy pralinek, szaradziści i palindromiści, poeci i prozaicy, malarze pokojowi i wojenni, spadochroniarze i lotniarze, uczniowie i  studenci, sprzedawcy gofrów i dystrybutorzy szynszyli,  matki dzieciom i mężowie żon, właściciele jamników i  fundatorzy pomników, soliści i zawodnicy drużynowi, optymiści i pesymiści, emeryci i renciści, chemicy i politycy, łyżwiarze i kolejarze…

…jednym słowem… WSZYSCY!!!
Jest-robotk_napis
 
❄❄❄ O co chodzi? ❄❄❄
Celem Robótki jest coroczne odpalanie fajerwerków radości wśród mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Niegowie. To bardzo zacna koedukacyjna brygada Maleńtasów, Starszaków i Emerytów, o których w detalu przeczytacie w zakładkach: DAMY 2016 i KAWALEROWIE 2016.
 

Dla nich Niegów jest Domem, tu, przy drodze na Ostrołękę, spędzą całe swoje życie. Opiekunowie starają się ze wszystkich sił, by było w Niegowie domowo, rodzinnie i normalnie. Jednak w tym około świątecznym, Bożonarodzeniowym czasie zawsze budzą się smutki i tęsknoty. Echem powraca świadomość odrzucenia, serca rwą się do własnych rodzin, których często już nie ma, albo nigdy  nie było, każdy dźwięk telefonu budzi nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta, a pojawiający się na horyzoncie listonosz z wypchaną torbą jest płonną obietnicą listu od kogoś bliskiego. Stąd właśnie Robótka.

❄❄❄ Co zrobić? ❄❄❄

Wyłuskajcie sobie z listy Dam lub Kawalerów swojego Ulubieńca i napiszcie mu coś od serca.

Niechże się Ulubieńcowi zrobi ciepło i lekko i radośnie, niech poczuje się pamiętany, jedyny, niepowtarzalny i wyróżniony. Niech się doczeka czyjegoś (WASZEGO!) zainteresowania.
Tradycyjnie, nie ma żadnych granic Waszej fantazji.  Niegowiacy nie umieją czytać. Wasze kartki przeczytają im Opiekunowie.  Te kartki można „pisać” na rozmaite sposoby. Można odręcznie, długopisem, inkaustem, tęczową kredką. Można malować, nagrywać, haftować, układać z choinkowych gałązek, dziergać na drutach, heklować na szydełkach, upiec z piernikowego ciasta. Można samemu, można gromadnie całą klasą, hufcem, fabryką. Można z Polski, ze świata, z najdalszych zakątków galaktyki. Można zwykłym, można priorytetem. Grunt, żeby pisać sercem.

Ja, Maria – Robótkowa Recydywistka wezmę udział w tej akcji już po raz trzeci. Was kochani Czytacze też serdecznie do tego zachęcam.

Oni tam czekają. Jak nikt na świecie :)

A tak było w zeszłym roku:



No i w końcu…Jest Robótka 2015!!

Robotka2015_sztandar_500px

Kochani moi Czytacze!!

Słuchajcie…. Jest Robótka do zrobienia….
I to już szósty rok z rzędu!

Wielki powrót już 11 listopada 2015!!

zaraz-wracam_Robotka-2015
O co chodzi?

W Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie mieszka gromadka niepełnosprawnych intelektualnie, często też fizycznie, Dzieciaków Starszaków. Małych, dużych, chudych, grubszych, gadatliwych, małomównych, rozumnych i trochę mniej rozumnych.

Wszystkich ich łączy oczekiwanie, że ich ktoś zauważy. Wyłuska z gromady. Przed świętami Bożego Narodzenia, tak bardzo z definicji rodzinnymi, to czekanie na znak od drugiego człowieka jest w Niegowie tak intensywne, że można je kroić nożem.

Większość Starszaków nie ma już bliskich albo nigdy ich nie miała. Ale wy możecie to na chwilę zmienić. Możecie chwycić kartkę, długopis i napisać kilka ciepłych słów do Wybrańca. Tak, aby nos i łapki przyklejone w Wigilię do okiennej szyby, na chwilę się odkleiły i przytuliły do waszych słów.

Nie lubicie pisać? Rysujcie, malujcie, wyprodukujcie kolaż, drzeworyt, gobelin… Wytnijcie kartkę w świątecznym pierniku, wydziergajcie na szydełku. Nagrajcie życzenia na płycie CD. Żadnych nie stawiamy granic waszej fantazji.

Wciągnijcie w ten nałóg waszych bliskich i dalszych. Ślijcie te kartki z Polski, ze świata, skądkolwiek możecie. Każda jedna kartka to konkretny uśmiech konkretnego Dzieciaka Starszaka. Ta radość wraca, więc włóżcie kaski!

Jedyny nałóg w jaki warto wpaść, a coś o tym wiem, bo jestem „robótkową recydywistką” :)

Szczegóły tutaj:

http://jestrobotka.blogspot.com/

Oni tam czekają. Jak nikt na świecie :)