Archiwa tagu: jezioro

Piękno rzeźbione lodowcem

Jest takie miejsce do którego bardzo lubię wracać, zwłaszcza gdy mam zły humor, bo wiem że stamtąd wyjadę spokojna i uśmiechnięta. Miejsce na długie wędrówki i krótkie spacery o każdej porze roku. Z rodziną, przyjaciółmi lub samotnie. Dla miłośników ciszy, spokoju i przepięknej przyrody. Czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia?  

To magiczne miejsce ma tylko jedną wadę – do miejscowości Jeziory można dojechać jedynie autem. Najlepiej jechać drogą Poznań-Wrocław, a za Komornikami skręcić w lewo kierując się na „Green Hotel”, następnie 8 km prosto tzw.: „Graizerówką”.  Auto można zostawić na płatnym (5 zł/dzień) parkingu niedaleko Muzeum Przyrodniczego. Chętni mogą się cofnąć kilkaset metrów i zobaczyć posiadłość, jaką kazał tu wybudować dla siebie hitlerowski oprawca ludności Wielkopolski – Arthur Greiser. To właśnie od jego nazwiska wzięła się nazwa drogi, którą tu dojechaliśmy. 

Gdy już bezpiecznie dotrzemy na miejsce, pozostaje nam tylko zrelaksować się i rozkoszować pięknem przyrody.

Wielkopolski Park Narodowy

Cała Wielkopolska jest bardzo malownicza, co zawdzięcza trzem zlodowaceniom które na tysiące lat objęły terytorium Polski.  Oczywiście w tym czasie klimat również trzykrotnie się ocieplał, a lodowiec wycofywał. Dzięki temu, mimo że nasz region jest niziną, można spotkać tu głębokie doliny i wzniesienia. Podczas trzeciego i ostatniego zlodowacenia lądolód zatrzymał się na południe od Poznania, przyczyniając się do powstania między innymi Wzgórz Ostrzeszowskich i Wału Żerkowskiego. Wycofujący się lodowiec pozostawił niezwykle urozmaicony krajobraz w sąsiedztwie dzisiejszych południowych granic Poznania. Zabawił się w rzeźbiarza, którego narzędziem była woda, a tworzywem materiał skalny i osady.

Na przestrzeni 75 km kw. występują wszystkie charakterystyczne elementy krajobrazu polodowcowego – jeziora rynnowe, głazy narzutowe, wzgórza morenowe, czyli owalne pagórki zwane kemami i drumlinami oraz wały przypominające potężne nasypy kolejowe, zwane ozami.

Piękno i niecodzienna koncentracja zjawisk geologicznych na tym terenie doprowadziły, dzięki staraniom Adama Wodziczki, do utworzenia dwóch pierwszych rezerwatów przyrody: w Puszczykowie i nad jeziorem Kociołek. Natomiast w 1957 roku powstał Wielkopolski Park Narodowy

Jezioro Góreckie

centralnej części Wielkopolskiego Parku Narodowego znajduje się Jezioro Góreckie, które jest jeziorem rynnowym, kształtem przypominającym literę „L”. Jego linia brzegowa o długości 8300 m jest słabo rozwinięta.

Powierzchnia zwierciadła wody według różnych źródeł wynosi od 92,0 ha do 104,1 ha. Średnia głębokość jeziora wynosi 9,0 m, natomiast głębokość maksymalna 17,2 m. 

Jezioro Góreckie.

W oparciu o badania przeprowadzone w 2005 roku wody jeziora zaliczono do III klasy czystości.

Na jeziorze znajdują się dwie wyspy, większa to Wyspa Zamkowa z ruinami romantycznego zamku Klaudyny Potockiej z Działyńskich. Strome brzegi porastają w większości lasy. Część Jeziora Góreckiego stanowi obszar ochrony ścisłej. Z jeziora wypływa okresowy strumień łączący Jezioro Góreckie z Jeziorem Dymaczewskim.

Od grudnia 2009 na jeziorze pracuje aerator pulweryzacyjny z napędem wietrznym,  który dotlenia jezioro przeciwdziałając procesom jego przemiany w torfowisko.

Szlaki turystyczne

Przez WPN biegnie 5 szlaków turystycznych o łącznej długości 85 km: czerwony, niebieski, żółty, zielony i czarny. W celu lepszego poznania walorów przyrodniczych i kulturowych Parku, szlakami tymi wyznaczono kilka tras wycieczkowych: Trasa im. prof. Adama Wodziczki (9,5 km), Szlak Kosynierów (8 km), Trasa im. Cyryla Ratajskiego (13 km) oraz Trasa im. Bernarda Chrzanowskiego (12 km).

Z parkingu nad jezioro prowadzi czerwony szlak. Kilkuset metrów szerokiej, leśnej drogi, następnie stroma ścieżka i już jesteśmy na brzegu. Skręcając w lewo wejdziemy na nadbrzeżną trasę, którą można obejść całe jezioro. Ścieżka chowa się w cieniu gęstego lasu, więc tutaj nawet upał nie jest straszny.  Do tego niemal na całej trasie towarzyszy nam widok na samo jezioro.  Czasem może się wydawać, że jesteśmy na górskim szlaku, zwłaszcza gdy kolejny raz trzeba podejść pod górkę ;) Na zachodni brzeg dociera znacznie mniej turystów.

Na zmęczonych spacerem w kilku miejscach czekają drewniane ławki i stoły. Można też zejść na piaszczystą plażę, ale niestety w Jeziorze Góreckim obowiązuje całkowity zakaz kąpieli.

Obejście całego jeziora spacerowym krokiem zajmuje około 3 – 4 godzin. Jeśli ktoś planuje się tam wybrać z niemowlakiem to lepiej dla maleństwa zabrać chustę lub nosidło, bo z wózkiem w niektórych miejscach może być ciężko przejść. 

W wielu miejscach można znaleźć ślady działalności bobrów.

Studnia Napoleona

Miłośnicy legend i dobrych trunków zapewne ucieszą się, że jedno i drugie można tutaj znaleźć ;)

Studnia Napoleona znajduje się na zboczu Moreny Pożegowskiej, w pobliżu stacji kolejowej Osowa Góra, przy dawnym ważnym trakcie handlowym, który wiódł z Poznania na zachód, w kierunku Prus i Francji. Była ona istotnym miejscem popasów i odpoczynku podróżnych. Legenda głosi, że Napoleon Bonaparte, podążając z Francji na Moskwę (1812), również zatrzymał się w pobliżu i posłał adiutanta po wodę, która okazała się mieć smak szampana. Zjawisko zamiany wody w szampana ma się tu zdarzać raz do roku o niewiadomej porze. 

Studnia została odnowiona i oddana do użytku 18 sierpnia 2012, w formie przypominającej obiekty XVIII/XIX-wieczne, z drewnianym zadaszeniem. 

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Tak więc moi drodzy Czytacze, jeśli najbliższy weekend nie zaskoczy nas brzydką pogodą, widzimy się na góreckim szlaku :)

Niagara Europy

Przejechać blisko 2300 km tylko po to by zobaczyć wodospady i wyspę z ogrodem botanicznym? Czyste szaleństwo? Nie dla nas! Podczas długiego sierpniowego weekendu, z jednym z biur podróży, wybrałyśmy się do Szwajcarii.

Zwiedzanie zaczęłyśmy od wodospadu Rheinfall, który jest największym pod względem przepływu wodospadem Europy. Położony jest na przełomie Renu w miejscowości Neuhausen w Szwajcarii. Woda z ogromną prędkością uderzająca o skały i rozpryskująca się na wszystkie strony delikatną pianą muskała nasze twarze. Powietrze było przesiąknięte wilgocią i słońcem. Przy tak wyjątkowym pokazie potęgi i piękna natury wszystko inne wydaje się mało istotne. Dziś odnosimy wrażenie, że to było jak sen. Jednak czysto naukowe statystyki nie kłamią:

- średni przepływ letni: 600 m³/s

- średni przepływ zimowy: 250 m³/s

- najmniejszy przepływ w historii – 1921 r., 95 m³/s

- największy przepływ w historii – 1965 r., 1250 m³/s.

Wodospad Rheinfall.

Zamek Laufen na skale.

Kulminacyjnym punktem tej części wycieczki był rejs niewielkim stateczkiem  do skały, na którą można było wdrapać się i stamtąd  podziwiać wodospad w całej okazałości. Czując jego energię na własnej skórze. Każdy zmysł był tego dnia rozpieszczany do granic możliwości: wzrok – cudownym pejzażem, słuch – kojącym szumem wody, a dotyk i węch – chłodną bryzą. Jesteśmy całkowicie oczarowane tym miejscem. Jeśli będziecie chcieli je odwiedzić, to polecamy jechać tam z samego rana, gdy nie ma jeszcze tłumów.

Dla miłej odmiany, by zamiast stać, trochę pochodzić lub usiąść na cudownie zielonej i miękkiej trawie, udałyśmy się na wyspę Mainau, zwaną również Wyspą Kwiatów. Jest ona położona w północno -zachodniej części jeziora Bodeńskiego. Ze względu na wilgotny mikroklimat możliwa jest tutaj uprawa egzotycznych roślin. Oczywiście jak prawie z każdym znanym miejscem i z tym związana jest pewna piękna, romantyczna historia. W 1932 książę hrabia Lennart Bernadotte odmówił ożenku z wyznaczoną księżniczką, wybrał drogę miłości, której imię Karin Emma Louise Nissvandt. Popełniając mezalians został pozbawiony praw do dziedziczenia tronu. Zamieszkał na wyspie Mainau, a jego miłość z powodu licznych podróży przybrała wymiar kwiatowej wyspy.

Prócz licznych i przepięknych roślin, a zwłaszcza witającego zwiedzających…kwiatka z kwiatków, wyspa to atrakcja turystyczna nie tylko dla dorosłych, ale również dla dzieci. Czeka tam na nie interesujący plac zabaw oraz różnego rodzaju zwierzęta jak kucyki i kozy. Spacerowałyśmy, nie licząc kąpieli w jeziorze, ponad dwie godziny, a i tak nie zdążyłyśmy nacieszyć się całą wyspą.

Przed powrotem do domu, czekała nas jeszcze wizyta w Konstancji. Nie chciałybyśmy psuć Czytelnikom humoru piękną historią, która ma słabe zakończenie. Jednak Monika pamięta Konstancję sprzed 15 lat. Wyglądała wtedy zupełnie inaczej i inne wrażenie wywierała. Dziś to tylko brud i sterty śmieci. Przez ostatni kryzys imigracyjny, co kawałek ktoś prosił o datki. Jedynym elementem godnym uwagi pozostaje budynek z XVI wieku, w którym przyjmowano biskupów i pomnik Imperii u wejścia do portu. Imperia upamiętnia sobór, który obradował w tym mieście w latach 1414 – 1418. Autorem pomnika, który odsłonięto w 1993 roku, jest Peter Lenk. Betonowa statua przedstawia kobietę trzymającą w dłoniach dwóch nagich mężczyzn. Postać w lewej dłoni przedstawia papieża Marcina V, którego wybór na konklawe w 1417 zakończył schizmę w Kościele rzymskim, ta w prawej natomiast przyszłego cesarza Zygmunta Luksemburskiego, który doprowadził do zwołania soboru. Obaj przyodziani są tylko w insygnia władzy – król rzymski nosi koronę, papież zaś tiarę.

Pomnik Imperii w Konstancji na tle Alp.

Kto by pomyślał, że w tak krótkim czasie zrealizujemy napięty plan i będzie to tak przyjemne. Gdyby nie Mary, która musiała wpaść na pomysł szalonych zakupów po drodze, przy okazji byłaby to niedroga impreza :) Obie jesteśmy bardzo zadowolone, to był miło i pożytecznie spędzony czas. 

Parawaning czyli jak Polak radzi sobie na plaży

Totalne szaleństwo zapanowało na plażach nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Narodziła się mianowicie nowa moda. Dzisiaj wybierając się na plaże możesz zupełnie nieświadomie popełnić faux pas nie zabierając parawanu.

Kiedyś na plaże potrzebny był ręcznik, woda i krem do opalania. Dzisiaj każdy tworzy dookoła siebie fortecę wielkości M-2 i większą. Zastanawiające jest od czego się tak odgradzamy lub co tak skrzętnie chowamy. Jeszcze kilka lat temu parawany były rzadkością, dzisiaj bez nich nie wybieraj się na plażę. Nic się nie martw jeśli nie posiadasz tak ciężkiego sprzętu, najczęściej są na wyposażeniu w najmowanym pokoju, a przede wszystkim ogólnodostępne. Dawniej parawany chroniły głównie przed wiatrem, dzisiaj mają za zadanie zapewnić nam większą niż wymagana przestrzeń osobistą, mają wydzielić miejsce tylko dla nas, często dużo większe niż w rzeczywistości jest nam potrzebne. W końcu po co trzyosobowej rodzinie miejsce na plaży o metrażu M-2. Nic by się strasznego nie działo gdyby ludzie przychodzili o normalnych porach i pozwalali innym korzystać z dobrodziejstw wybrzeża. Tymczasem o godzinie 8:00 rano nad Bałtykiem większość miejsc jest już „zarezerwowana”. Interesujące zjawisko socjologiczne.

Parawaning.

Parawanowy labirynt nad polskim morzem.

Czym jest właściwie parawaning? To moda polegająca na rezerwowaniu bladym świtem, np. o 5 rano najlepszego miejsca na plaży rozstawiając tam dumnie powiewający na wietrze parawan. Gdzie tu perfidia? Po „zarezerwowaniu” miejsca taki plażowicz znika i pojawia się kilka godzin później, po śniadanku z całą rodziną. W tym czasie cała plaża jest już zapchana do granic możliwości. Podejrzewa się, że moda ta opanowała już cały świat a rozpoczęła nad polskim Bałtykiem. Niestety z tej mody nie możemy być dumni.

Parawaning-demot

Hiszpańskie kurorty zakazują plażowiczom „rezerwowania” bladym świtem miejsc na plażach. Tyle, że Hiszpanie zamiast parawanów używa-ją parasolek. Warto wiedzieć, że władze regionu Costa Blanca uchwaliły prawo, w myśl którego używanie parasoli, ręczników i innych plażowych akcesoriów do rezerwowania sobie miejsca jest zabronione. A ściślej – rozstawianie i zostawianie takich rzeczy między 3 a 8 rano jest zakazane pod karą grzywny. Mieszkaniec Madrytu przekonał się na własnej skórze i gdy próbował ,zaklepać sobie miejsce na plaży w Torrevieja otrzymał mandat w wysokości 150 euro. Podobne „cenniki” wprowadziły niektóre miejscowości na Costa del Sol – tam przyłapani na gorącym uczynku wczasowicze mogą zapłacić 600 euro. Może powinniśmy wziąć przykład z Hiszpanów i wprowadzić mandaty?

Niektórzy drżą również na samą myśl, że gdy rano dotrą na hotelowy basen ich leżak będzie zajęty. Niektórym ta myśl spędza sen z oczu i oczywiście jeszcze przed świtem biegną zarezerwować miejsce. najczęściej zostawiając tam swój ręcznik. W tym procederze prym wiodą Niemcy. Rezerwowanie leżaków i krzeseł przy basenach zaczyna coraz bardziej irytować wczasowiczów. Według badań przeprowadzonych przez wakacyjny portal opiniotwórczy Zoover ponad 73% turystów ma dosyć przywłaszczania sobie leżaków.

Na koniec polecamy obejrzeć: 

 

Tak więc - ”parawaningowi” i „ręcznikowej rezerwacji”, mówimy stanowcze – NIE!