Archiwa kategorii: Polska

„Bogowie Wojny 2017″ – XXII Festyn Archeologiczny w Biskupinie

W niedzielę 24 września razem z moją niezastąpioną ekipą znajomych odbyliśmy niezwykłą podróż. Podróż nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Mieliśmy okazję cofnąć się do początków osadnictwa na terenie naszego kraju.

Troszkę historii

Odkrycie osady w Biskupinie było dziełem przypadku. W sierpniu 1933 r. podczas wycieczki szkolnej Walenty Szwajcer - młody nauczyciel z pobliskiej szkoły, zauważył pale sterczące z wody Jeziora Biskupińskiego. Dzięki odkryciu Szwajcera rok później w Biskupinie rozpoczęto, prowadzone na szeroką skalę, archeologiczne wykopaliska, które trwały do 1974 r. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozbudowano rezerwat archeologiczny w Biskupinie nadając mu obecny kształt.

Osada w Biskupinie powstała w VIII w. p.n.e. Gród znajdował się na wyspie o powierzchni około 2 ha. Osadę otaczał falochron i wał obronny o wysokości 6 m. Z lądem łączył osadę pomost o długości około 120 m, który prowadził do bramy z wieżą strażniczą. Zabudowę osady tworzyły drewniane, prawie jednakowe domy, uszeregowane w rzędy, przedzielone wyłożonymi drewnem ulicami. Każdy dom składał się z przedsionka i izby. Powierzchnia mieszkalna wynosiła od 70 do 90 m2. Szacuje się, że w Biskupinie żyło około tysiąca osób. Byli to Prasłowianie - przodkowie zamieszkujących te tereny w okresie późniejszym Słowian. Należeli do ludności kultury łużyckiej. Jednolity charakter zabudowy wskazuje na to, że mieszkańcy Biskupina nie tworzyli zróżnicowanej grupy. Prawdopodobnie znajdowali się w stadium pierwszej wspólnoty rodowej. Zajmowali się głównie uprawą roli, hodowlą, rzemiosłem oraz myślistwem i rybołówstwem.

Największą zaletą Muzeum Archeologicznego w Biskupinie jest to, że pokazuje ono „żywą historię”. Tutaj nie tylko można zobaczyć rekonstrukcje chat sprzed setek czy nawet tysięcy lat, ale także poznać zwyczaje żyjących tu kiedyś ludzi, ich pracę i rzemiosło. Wiedzy tej jednak nie zdobywamy słuchając przydługich i czasami nudnych wykładów, a samemu uczestnicząc w codziennych zajęciach naszych przodków i niejako przenosząc się do ich epoki.

I relacja Agnieszki

Dzisiaj ponownie oddaję klawiaturę mojej koleżance Agnieszce, której po wpisie o Woodstocku bardzo spodobało się pisanie ;)

„Myślałam że następny weekend minie jak zawsze, czyli porządki w domu, pranie, zakupy, opieka nad dziećmi, tradycyjny spacer po okolicznym lesie. Padło jednak hasło: „Jedziemy do Biskupina?” Kiedyś daaaawno temu byłam – chyba jeszcze w szkole podstawowej. Hmm… Myślę sobie tylko jak, tym bardziej że na wycieczkę zgłosiło się aż 8 chętnych?! Problem dosyć szybko się rozwiązał. Jeden samochód mamy, a drugi pożyczamy od rodziców jednej z nas. Całe szczęście prowadzę dość dobrze i na potwierdzenie posiadam nawet wkładkę na pojazdy uprzywilejowane ;) 

Z Poznania wyjechaliśmy dużo przed południem, trasa była bardzo spokojna i praktycznie pusta. Nawet dzieci były wyjątkowo grzeczne. Na miejscu po znalezieniu parkingu ruszyliśmy całą ekipą (przypominam – 8 osób w tym dwoje małych dzieci) do rezerwatu. Pierwszą  atrakcją która spotkaliśmy był peron kolejki wąskotorowej i sama kolejka w roli głównej. Lokomotywa parowa to jest coś co roczne dzieci uwielbiają (KLIK) . Najlepszy widok mieliśmy z pomostu prowadzącego do osady neolitycznej. Mój pobyt w sumie wiązał się z bieganiem za Hobbitem, który jak zawsze tryskał energią.  No dobra, jak reszta ekipy zerknęła na mały wulkan energii to udało mi się pstryknąć parę zdjęć. Było nas tak dużo że ciężko było razem tak cały czas chodzić, umówiliśmy się że spotykamy się w jednym punkcie i rozdzieliliśmy się, by każdy zobaczył co go najbardziej interesuje. Oglądaliśmy walki gladiatorów, walkę statków, mogliśmy zobaczyć czym zajmowali się ludzie daaaaawno temu. Siedmioletnia Emilka próbowała swoich sił w garncarstwie i ulepiła z gliny miseczkę.  Każdy z nas znalazł dla siebie coś ciekawego. Mały Hobbit zachwycił się też końmi. Mógł te wielkie „psy” pogłaskać, a nawet usiąść na nich. Spotkaliśmy się na wspólnym posiłku i uzgodniliśmy co robimy dalej. Czasu zbyt wiele nie mieliśmy. Tak naprawdę żeby zobaczyć wszystko ze spokojem to trzeba mieć zaplanowany cały dzień pobytu w Biskupinie.

Przez cały pobyt towarzyszyły nam dźwięki muzyki dawnej, między innymi zespołu Remdih i Comhlan. Na parking weszliśmy już gdy słońce chowało się za horyzontem. Byliśmy troszkę zmęczeni chodzeniem przez cały dzień, atrakcjami i naładowani pozytywnymi wrażeniami”.

Biskupin

Warto jeździć w takie miejsca z wielu powodów. Przede wszystkim mieliśmy okazję w końcu spotkać się razem, całą ekipą byłych i obecnych wolontariuszy. Ponad to, można zobaczyć na żywo jak kiedyś żyli ludzie, pokazać dzieciom coś innego niż tablet, potańczyć, posłuchać muzyki.

Po prostu być razem…

Wejście do osady obronnej ludności kultury łużyckiej

Wejście do osady obronnej ludności kultury łużyckiej

Wał oraz falochron

Wał oraz falochron

Zrekonstruowane domy

Zrekonstruowane domy

Biskupin

Walki gladiatorów

Walki gladiatorów

Walki łodzi

Walki łodzi

Pokaz strzelania z łuku

Pokaz strzelania z łuku

Osada neolityczna, 4000 p.n.e.

Osada neolityczna, 4000 p.n.e.

Osada neolityczna, 4000 p.n.e.

Osada neolityczna, 4000 p.n.e.

Osada mezolityczna, 8000 - 5000 p.n.e.

Osada mezolityczna, 8000 – 5000 p.n.e.

Osada mezolityczna, 8000 - 5000 p.n.e.

Osada mezolityczna, 8000 – 5000 p.n.e.

Stanowisko archeologii eksperymentalnej

Stanowisko archeologii eksperymentalnej

Stanowisko archeologii eksperymentalnej, hodowla konika polskiego

Stanowisko archeologii eksperymentalnej, hodowla konika polskiego

Biskupin

Biskupin

Biskupin Biskupin 29

Biskupin

Wioska wczesnopisatowska

Wioska wczesnopiastowska

Chata pałucka

Chata pałucka

Biskupin

I nasza wesola gromadka: Marcin, Michalina, ja, Aga, Agnieszka, Ewa i maluchy: Emilka i Tymek :)

I na koniec nasza wesoła gromadka: Marcin, Michalina, ja, Aga, Agnieszka, Ewa i maluchy: Emilka i Tymek :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Oszalałaś?! Z dziećmi na Woodstock?

Wystarczy powiedzieć lub napisać: Przystanek Woodstock, a niektórych już krew zalewa. Największe emocje wzbudza oczywiście wątek polityczno-ideowy oraz finansowy. Nie mniej czasu poświęca się na dyskusje na temat bezpieczeństwa podczas trwania festiwalu. Przecież to doskonałe warunki dla dilerów, a alkohol leje się strumieniami. Kradzieże, rozboje? Czyżby? Oczywiście jest w tym ziarno prawdy, ale żeby rzetelnie podejść do tematu warto spojrzeć na policyjne statystyki. Według danych policji z zeszłego roku, na Woodstocku pojawiło się prawie 400 tysięcy ludzi. W 18-tysięcznym Kostrzynie wyrosła prawdziwa metropolia. 

Woodstock

Policjanci zarejestrowali 256 sytuacji zakwalifikowanych jako wykroczenia. 232 zakończyły się mandatami, a na 24 osoby sporządzono wniosek o ukaranie do Sądu. Głównie chodzi tu o spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, zaśmiecanie, używanie słów nieprzyzwoitych, nieobyczajne wybryki, kradzieże, zakłócanie ładu i porządku publicznego oraz przewinienia związane z ruchem drogowym.

Zdarzeń nie jest więcej, niż w przeciętnym mieście, w którym jest tylu mieszkańców, ilu przyjechało na Przystanek Woodstock! 

Trzeba uważać jak wszędzie. Mnie w grudniu okradli w biały dzień w centrum Wiednia, ale to przecież nie spowoduje, że będę krytykować całą Austrię i siedzieć w domu. A tym bardziej nie należy tego robić, jeśli się nie było w danym miejscu osobiście. 

Sama nie jestem stałą bywalczynią błotnej areny pod kostrzyńską sceną. Ale moja koleżanka Agnieszka jeździ tam od lat i zna festiwal od podszewki. Dlatego teraz udostępniam jej klawiaturę, żebyście mieli informacje z pierwszej ręki ;)

Z dzieckiem na WOODSTOCK!? A co! Gdy powiedziałam znajomym i rodzinie, że w weekend 3-5 sierpnia wybieram się z chłopakami na Woodstock zaczęła się fala krytyki płynącej w moją stronę i stronę Przystanku Woodstock.

Ale jak to, przecież tam pijacy i ćpuny są?!!!
Dzieci narażać na takie widoki?!
Przecież jak one tam będą spać?
Wrrr….. Kto nie był niech zamilknie! 

To kolejny rok w którym wybrałam się z dziećmi do Kostrzyna nad Odrą. W tym roku z powiększoną ekipą (roczny Hobbit i trzynastoletni Elf, który wyciągnął kumpla z klasy). Troszkę się bałam jak to ogarnę? Jak być na koncercie z juniorem? 

Najgorsza chyba była trasa do pokonania z Poznania do Kostrzyna nad Odrą (180 km)  z rocznym bąblem, ale daliśmy radę. Dojechaliśmy w południe do naszego stałego punktu – parkingu poza terenem Przystanku. Cisza, spokój, można rozbić namiot, dostęp do wody, punkt gastronomiczny,  toalety.  Po rozbiciu namiotów, rozpakowaniu tobołków przyszedł czas by pokazać juniorowi inny świat ;-) Inny, bo wesoły i kolorowy. Hobbit był zachwycony. Miliony przybitych  „piątek” i „żółwików”, uścisków, buziaczków w czółko. Morze okazanej mi i Hobbitowi radości, przyjaźni, miłości. Na każdym koncercie tańczył, a raz udało mu się troszkę pospać. 

Ponadto dzieciaki w Akademii Małego Podróżnika mogły skorzystać z warsztatów etnograficznych, manufaktury recyklingu, rysowanek, malowania twarzy. Oprócz tego w ramach akcji „Kino za Rogiem” można było zobaczyć różne filmy animowane. Fundacja „Viva!” z kolei zadbała o to, by najmłodsi mogli poszerzyć swoją wiedzę z zakresu praw zwierząt. Będą mogli skorzystać ze specjalnych interaktywnych quizów.

Starszy syn i tak głównie krążył ze swoim kumplem. Robił za „przewodnika ” jako stały bywalec. Nie bałam się o nich, bo raz – jeden i drugi znał numer telefonu do mnie, dwa – byliśmy umówieni na kontakt co godzinę, a trzy – co krok był Pokojowy Patrol (KLIK). Chłopaki mieli swoje sprawy do obgadania, chcieli też kupić sobie jakieś  gadżety, a tych było co nie miara (KLIK).

Na posiłki spotykaliśmy się i wszyscy szliśmy razem do Krishnowców lub innych punktów gastronomicznych, które były na miejscu. Było w czym wybierać, od pyrów z gzikiem, zupy do pizzy.  Śniadania i kolacje jedliśmy przy namiotach. Zabraliśmy ze sobą pieczywo i coś na chleb. Na miejscu jak zawsze był też Lidl otwarty przez 24 h na dobę w którym można było kupić owoce, jogurty, pieczywo czy wodę.

Niestety z racji rocznego brzdąca około godziny dwudziestej drugiej lądowaliśmy  na kempingu/parkingu. Sen wzywał juniora. My zresztą też szykowaliśmy się do snu, rano czy chcieliśmy czy nie junior budził wszystkich. 

Hmm… Czy warto jeździć z dziećmi? Czy jest sens? Pewnie, że jest. Najlepiej w kilka rodzin. Zawsze można się wymieniać, gdy ktoś chce iść na dany koncert, ktoś  nie pije alkoholu dziś a jutro ta druga osoba sobie wypije… Oczywiście jeśli ktoś chce. Będąc z dzieckiem na Przystanku Woodstock koniecznie trzeba zaopatrzyć się w krem przeciwsłoneczny, nakrycia głowy dla nas i dla dziecka, jedzenie  np. mleko w proszku, gotowe deserki i obiadki, ulubione zabawki naszego szkraba ( u nas w takich sytuacjach sprawdzają się idealnie ). Na co uczulam, nieważne dokąd się wybieramy z naszymi pociechami, to fakt żeby starsze dziecko znało nasz numer telefonu na pamięć a młodsze dzieci miały go zapisanego na specjalnej opasce zakładanej na rączkę. I jeszcze coś, bez czego nie ma co się wybierać na Woodstock – radość, miłość i przyjaźń! 

Energylandia – rozrywka dla całej rodziny

Lubicie wesołe miasteczka? Ja bardzo! Po wizycie w kilku za naszą zachodnią granicą (m.in. Heide Park, Legoland), przyszła pora żeby odwiedzić największy park rozrywki w Polsce. A w testowaniu tego stosunkowo nowego przybytku uciech i zabaw pomagała mi córka mojej przyjaciółki, 10-letnia Weronika. Również dzięki tej malej gadule kilkugodzinna podróż minęła jak jedna chwila, a ja jestem bogatsza o wiedzę o królikach, chomikach, koniach i innych czterołapnych ;) Bardzo bałam się o pogodę, ale miałyśmy szczęście, nie było ani upału ani deszczu. Niebo przez większą część dnia było zachmurzone, ale było ciepło i przyjemnie. 

Wejście do Energylandii

Energylandia mieści się w Zatorze, mieście pomiędzy Katowicami a Krakowem. Na ponad 26 hektarach (docelowo 112 ha) znajduje się łącznie ok. 80 atrakcji przeznaczonych dla wszystkich grup wiekowych, w tym 10 rollercoasterów, liczne karuzele i urządzenia ekstremalne, a także restauracje, bary, sklepy z pamiątkami oraz sceny, na których prezentowane są krótkie widowiska. Park dzieli się na cztery strefy: Bajkolandię, Familijną, Ekstremalną i od 2016 w skład wchodzi również Water Park. 

Miłośnicy mocnych wrażeń mogą wsiąść na rollercoaster Mayan – największy w naszej części Europy rollercoaster. Prędkość wagoników w tej kolejce wynosi 80 km/h a przeciążenia podczas przejazdu sięgają nawet 5g. To uczucie którego doświadczają piloci myśliwców. Wysokość konstrukcji wynosi prawie 75 m wysokości co odpowiada 10- piętrowemu wieżowcowi. Równie ekstremalnych wrażeń doznamy na kolejce Formuła 1. Niezapomniane kilkanaście sekund! 

Z kolei na tych, którzy wolą spokojniejszą zabawę czeka m.in. Pyramid Cinema 7D i Planetarium.

Jeśli chcecie korzystać z urządzeń wodnych, polecam zabrać ubrania na przebranie lub peleryny przeciwdeszczowe. My po wizycie na spływie Kopalnia Złota i Splash Battle byłyśmy totalnie przemoczone. Można również za 5 zł wejść do ogromnej turbosuszarki.

Ceny biletów przystępne: normalny 109 zł, ulgowy 59 zł. Są też rożne zniżki np. dla osób niepełnosprawnych czy kobiet w ciąży. Niestety w sezonie letnim, w Energylandii nawet w tygodniu można spotkać tłum ludzi, a kolejki do niektórych atrakcji sięgają aż 60 minut. Przez to niestety nie udało nam się skorzystać z wszystkich. Może nadrobimy to w przyszłym roku, ale na pewno już poza sezonem wakacyjnym 

Punkt widokowy „Domek elfów”

„Energuś”

„Battle Splash”

Na pierwszym planie „Atlantis”

„Aztec swing” i w tle „Mayan”

„Boomerang”

„Formuła 1″

Trafiłyśmy na występ tuż przed wyjściem z Energylandii

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Piękno rzeźbione lodowcem

Jest takie miejsce do którego bardzo lubię wracać, zwłaszcza gdy mam zły humor, bo wiem że stamtąd wyjadę spokojna i uśmiechnięta. Miejsce na długie wędrówki i krótkie spacery o każdej porze roku. Z rodziną, przyjaciółmi lub samotnie. Dla miłośników ciszy, spokoju i przepięknej przyrody. Czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia?  

To magiczne miejsce ma tylko jedną wadę – do miejscowości Jeziory można dojechać jedynie autem. Najlepiej jechać drogą Poznań-Wrocław, a za Komornikami skręcić w lewo kierując się na „Green Hotel”, następnie 8 km prosto tzw.: „Graizerówką”.  Auto można zostawić na płatnym (5 zł/dzień) parkingu niedaleko Muzeum Przyrodniczego. Chętni mogą się cofnąć kilkaset metrów i zobaczyć posiadłość, jaką kazał tu wybudować dla siebie hitlerowski oprawca ludności Wielkopolski – Arthur Greiser. To właśnie od jego nazwiska wzięła się nazwa drogi, którą tu dojechaliśmy. 

Gdy już bezpiecznie dotrzemy na miejsce, pozostaje nam tylko zrelaksować się i rozkoszować pięknem przyrody.

Wielkopolski Park Narodowy

Cała Wielkopolska jest bardzo malownicza, co zawdzięcza trzem zlodowaceniom które na tysiące lat objęły terytorium Polski.  Oczywiście w tym czasie klimat również trzykrotnie się ocieplał, a lodowiec wycofywał. Dzięki temu, mimo że nasz region jest niziną, można spotkać tu głębokie doliny i wzniesienia. Podczas trzeciego i ostatniego zlodowacenia lądolód zatrzymał się na południe od Poznania, przyczyniając się do powstania między innymi Wzgórz Ostrzeszowskich i Wału Żerkowskiego. Wycofujący się lodowiec pozostawił niezwykle urozmaicony krajobraz w sąsiedztwie dzisiejszych południowych granic Poznania. Zabawił się w rzeźbiarza, którego narzędziem była woda, a tworzywem materiał skalny i osady.

Na przestrzeni 75 km kw. występują wszystkie charakterystyczne elementy krajobrazu polodowcowego – jeziora rynnowe, głazy narzutowe, wzgórza morenowe, czyli owalne pagórki zwane kemami i drumlinami oraz wały przypominające potężne nasypy kolejowe, zwane ozami.

Piękno i niecodzienna koncentracja zjawisk geologicznych na tym terenie doprowadziły, dzięki staraniom Adama Wodziczki, do utworzenia dwóch pierwszych rezerwatów przyrody: w Puszczykowie i nad jeziorem Kociołek. Natomiast w 1957 roku powstał Wielkopolski Park Narodowy

Jezioro Góreckie

centralnej części Wielkopolskiego Parku Narodowego znajduje się Jezioro Góreckie, które jest jeziorem rynnowym, kształtem przypominającym literę „L”. Jego linia brzegowa o długości 8300 m jest słabo rozwinięta.

Powierzchnia zwierciadła wody według różnych źródeł wynosi od 92,0 ha do 104,1 ha. Średnia głębokość jeziora wynosi 9,0 m, natomiast głębokość maksymalna 17,2 m. 

Jezioro Góreckie.

W oparciu o badania przeprowadzone w 2005 roku wody jeziora zaliczono do III klasy czystości.

Na jeziorze znajdują się dwie wyspy, większa to Wyspa Zamkowa z ruinami romantycznego zamku Klaudyny Potockiej z Działyńskich. Strome brzegi porastają w większości lasy. Część Jeziora Góreckiego stanowi obszar ochrony ścisłej. Z jeziora wypływa okresowy strumień łączący Jezioro Góreckie z Jeziorem Dymaczewskim.

Od grudnia 2009 na jeziorze pracuje aerator pulweryzacyjny z napędem wietrznym,  który dotlenia jezioro przeciwdziałając procesom jego przemiany w torfowisko.

Szlaki turystyczne

Przez WPN biegnie 5 szlaków turystycznych o łącznej długości 85 km: czerwony, niebieski, żółty, zielony i czarny. W celu lepszego poznania walorów przyrodniczych i kulturowych Parku, szlakami tymi wyznaczono kilka tras wycieczkowych: Trasa im. prof. Adama Wodziczki (9,5 km), Szlak Kosynierów (8 km), Trasa im. Cyryla Ratajskiego (13 km) oraz Trasa im. Bernarda Chrzanowskiego (12 km).

Z parkingu nad jezioro prowadzi czerwony szlak. Kilkuset metrów szerokiej, leśnej drogi, następnie stroma ścieżka i już jesteśmy na brzegu. Skręcając w lewo wejdziemy na nadbrzeżną trasę, którą można obejść całe jezioro. Ścieżka chowa się w cieniu gęstego lasu, więc tutaj nawet upał nie jest straszny.  Do tego niemal na całej trasie towarzyszy nam widok na samo jezioro.  Czasem może się wydawać, że jesteśmy na górskim szlaku, zwłaszcza gdy kolejny raz trzeba podejść pod górkę ;) Na zachodni brzeg dociera znacznie mniej turystów.

Na zmęczonych spacerem w kilku miejscach czekają drewniane ławki i stoły. Można też zejść na piaszczystą plażę, ale niestety w Jeziorze Góreckim obowiązuje całkowity zakaz kąpieli.

Obejście całego jeziora spacerowym krokiem zajmuje około 3 – 4 godzin. Jeśli ktoś planuje się tam wybrać z niemowlakiem to lepiej dla maleństwa zabrać chustę lub nosidło, bo z wózkiem w niektórych miejscach może być ciężko przejść. 

W wielu miejscach można znaleźć ślady działalności bobrów.

Studnia Napoleona

Miłośnicy legend i dobrych trunków zapewne ucieszą się, że jedno i drugie można tutaj znaleźć ;)

Studnia Napoleona znajduje się na zboczu Moreny Pożegowskiej, w pobliżu stacji kolejowej Osowa Góra, przy dawnym ważnym trakcie handlowym, który wiódł z Poznania na zachód, w kierunku Prus i Francji. Była ona istotnym miejscem popasów i odpoczynku podróżnych. Legenda głosi, że Napoleon Bonaparte, podążając z Francji na Moskwę (1812), również zatrzymał się w pobliżu i posłał adiutanta po wodę, która okazała się mieć smak szampana. Zjawisko zamiany wody w szampana ma się tu zdarzać raz do roku o niewiadomej porze. 

Studnia została odnowiona i oddana do użytku 18 sierpnia 2012, w formie przypominającej obiekty XVIII/XIX-wieczne, z drewnianym zadaszeniem. 

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Tak więc moi drodzy Czytacze, jeśli najbliższy weekend nie zaskoczy nas brzydką pogodą, widzimy się na góreckim szlaku :)

Tak witamy jesień, spacerem po lesie

Mówiłeś – włosy masz jak kasztany
I kasztanowy masz oczu blask
I tak nam było dobrze kochany
Wśród złotych liści, wiatru i gwiazd
Gdy wiatr kasztany otrząsał gradem
Szepnąłeś nagle zniżając głos
Odjeżdżam dzisiaj, lecz tam gdzie jadę 

Zabiorę z sobą tę złotą noc, a ja postanowiłam przywitać złoty dzień. Bowiem tak właśnie kojarzy mi się ta pora roku. Jesień, jesienna zaduma, smutek? Dlaczego? Przecież wokół tak pięknie. Co z tego, że niebo zachmurzone, że czasem popada deszcz? Cieszmy się każdą porą roku tak samo, gdyby nie noc nie cieszyłby nas tak bardzo dzień. Zmierzam do tego, że zmiany są konieczne, by doceniać ich kolej.

Jesień wszystko odmienia,
Niesie smutek i łzy,
Lecz zawdzięczam jesieni,
Że kiedyś kwitły bzy.

W tym roku Pani Jesień przyszła z koszykiem pełnym kasztanów i podzieliła się nimi ze mną, w końcu synek czeka na kasztanowe ludziki. Wychodząc naprzeciw dumnej Pani postanowiłam wybrać się na spacer i tak dotarłam w najdalsze zakątki malowniczej miejscowości Starczanowo. Tam zajrzałam nad brzeg rzeki Warty. Byłam ciekawa czy dostanę się do osady Radzim (znajduje się on na wyspie, ograniczonej z jednej strony korytem rzeki Warty, z drugiej bagnistym, częściowo zasypanym w końcu XIX wieku starorzeczem), ale przyznam, że droga tak zarosła, że nie byłam przygotowana na taką przeprawę. Dalej nogi poniosły mnie w kierunku rezerwatu przyrody Śnieżycowy Jar, o którym pisałyśmy już dwukrotnie na blogu (klik i klik), zapraszając w trakcie kwitnienia Śnieżycy Wiosennej. Jeśli ktoś zastanawiał się jak wygląda rezerwat poza sezonem, ma teraz okazję zobaczyć go na fotografiach :)

Wybierzcie się do lasu i tam przywitajcie jesień, a może i wy zakochacie się w jej kasztanowych oczach :)