Archiwa kategorii: Motofanki

Rajdowy marzec – Wielkopolanki i Onufry

Już kwiecień a ja jeszcze nie opisałam swoich marcowych wyczynów podróżniczo-rajdowych. Biję się w piersi i nadrabiam zaległości :)

12 marca odbyła się kolejna edycja Rajdu „Wielkopolanki za kółkiem”. Na imprezie zorganizowanej przez Automobilklub Wielkopolski pojawiły się aż 52 załogi liczące ponad 130 uczestniczek, w tym ja i mój nowy kierowca – Karolina. Bazą Rajdu był Tor Poznań, ale rywalizacja toczyła się także na terenie okolicznych gmin powiatu poznańskiego. Oprócz konkurencji typowo samochodowych musiałyśmy wykazać się również innymi umiejętnościami. Wśród licznych atrakcji organizatorzy przygotowali strzelanie do tarczy oraz slalom z taczką, w specjalnych goglach symulujących stan po spożyciu alkoholu. 
Rywalizacja o czołowe lokaty była niezwykle zacięta. Dziewczyny nie oszczędzały ani siebie, ani swoich samochodów podczas czterech prób przygotowanych na Torze. 

W tym rajdzie ważna jest nie tylko rywalizacja, ale także dobra zabawa. Każda z załóg oceniała wygląd samochodów oraz przebrania innych zawodniczek. W tej kategorii bezkonkurencyjny okazał się team „Obelixy”, nie dość, że samochód przyozdobiono w podobizny postaci z kultowego francuskiego komiksu, to jeszcze zawodniczki same były przebrane na podobieństwo silnego Gala. 

Nagrody dla najciekawiej przebranej załogi.

W klasyfikacji generalnej Rajdu zwyciężyła ekipa o intrygująco brzmiącej nazwie „Nie mamy prawa jazdy”, tuż za nimi uplasowały się  „Foczki”, My byłyśmy 12 :)

Natomiast w sobotę 18 marca odbył się „Rajd ks. Onufrego Kopczyńskiego” zaliczany do VI rundy Turystycznych Samochodowych Mistrzostw Polski oraz VI rundy Turystycznego Pucharu Polski. Głównym celem imprezy było uczczenie 200 rocznicy śmierci ks. Onufrego Kopczyńskiego. 

Tradycyjnie już podczas rajdów organizowanych przez Delegaturę Gniezno pogoda nie dopisała i przywitała uczestników obfitym deszczem. Pomimo tego na starcie zameldowało się 19 załóg reprezentujących różne regiony Polski m.in. Białą Podlaską (mój kierowca – Bartek) i Warszawę. Początek zmagań sportowych miał miejsce w rodzinnej miejscowości patrona rajdu – Czerniejewie. Po odprawie z załogami nastąpiło rozwiązanie testu BRD i historycznego, a o godz. 9.30 pierwsza załoga wyruszyła na trasę rajdu.

Pałac w Czerniejewie.

Nasza załoga na starcie.

Czas przejazdu I etapu wynosił 100 minut, a jego meta znajdowała się przed zamkiem w Kórniku. PKP-ami były dwie pierwsze litery nazw mijanych miejscowości, pytania z trasy bez konieczności wysiadania z samochodu oraz pytania tematyczne nawiązujące do patrona rajdu ks. Onufrego Kopczyńskiego – twórcy gramatyki języka polskiego.

Pozytywne wrażenie zrobił na wszystkich ksiądz proboszcz z Gułtów, zapalony motocyklista, który wszystkim uczestnikom rozdał obrazki św. Krzysztofa. Na zakończenie I etapu organizator zapewnił uczestnikom zwiedzanie zamku kórnickiego wraz z przewodnikiem PTTK Gniezno, który w bardzo ciekawy sposób opowiadał o właścicielach zamku, jego historii, anegdotach rodzinnych oraz słynnej białej damie. Po 45 minutach lekcji historii wyruszyliśmy na II etap zmagań, który dostarczył równie intensywnych doznań. Odwiedziliśmy ciekawe miejsca oraz zapoznaliśmy się z ciekawostkami regionalnymi. Po 49 kilometrach wszystkie załogi bezpiecznie dotarły na metę rajdu w strefie aktywizacji gospodarczej w Czerniejewie, gdzie odbyły się 2 próby samochodowe oraz zadania intelektualne (krzyżówka, układanka). Po tak dużej dawce emocji udaliśmy się do Zespołu Szkół Publicznych w Żydowie, gdzie była baza rajdu. O godzinie 17.00 nastąpiło ogłoszenie wyników końcowych i wręczenie nagród. Nie wiem czy się cieszyć czy raczej martwić, bo zajęliśmy z Bartkiem 4 miejsce, do podium i mojego pierwszego pucharu zabrakło tylko 3 punktów.

Kolejną szansę na dobrą zabawę i puchar będę mieć już jutro. 2 kwietnia odbędzie się kolejny rajd tylko dla pań – „MotoBabki 2017″ Trzymajcie kciuki :)

„Rajd Samochodowy po Ziemi Opalenickiej”

W sobotę 15 października odbył się „Rajd Samochodowy po Ziemi Opalenickiej’ organizowany przez Delegaturę Nowy Tomyśl. Tym razem organizatorzy zaprosili nas na start do Zespołu Szkół w Opalenicy.

Wczesnym rankiem zjawiło się 11 załóg, by rozpocząć zmagania rajdowe.

Po odprawie wyruszyliśmy na trasę, która składała się tylko z jednego etapu, dwóch prób samochodowych i kilku rekreacyjnych, w tym strzelania z łuku i broni pneumatycznej. Po drodze rozwiązywaliśmy również zadania-zagadki, których odpowiedzi należało wpisać w kartę drogową, tym razem organizatorzy postawili na znajomość chemii :) Cześć drogi wiodła przez okoliczne lasy, gdzie ekipy jechały według oznaczeń „na lisa” tj. według znaków zawieszonych na trasie (biało-czerwone wstążki). 

Wielki finał nastąpił w Škoda Autolab przy Głogowskiej w Poznaniu. Po obiedzie mogliśmy zwiedzić Interaktywne Centrum Bezpieczeństwa. Celem wystawy jest zdobycie przez zwiedzających wiedzy z zakresu szeroko rozumianej współczesnej motoryzacji m.in.: ekologii, technologii, innowacji i bezpieczeństwa, a tym samym zmniejszenie liczby wypadków z udziałem polskich kierowców w kraju i zagranicą.

Škoda Autolab to pierwsze tak zaawansowane technicznie i przyjazne Interaktywne Centrum Bezpieczeństwa w Polsce. W każdej z 5 stref można skorzystać z interaktywnych eksponatów, doświadczyć wielu sytuacji drogowych i dobrze się przy tym bawić!

Miałyśmy okazję skorzystać z symulatora dachowania – wrażenia niezapomniane. W kontrolowanych warunkach było to dla nas świetną zabawą, jednak mam nadzieję że nigdy nas to nie spotka na drodze. 

A my w środku… Emocje gwarantowane.

Ciekawym doświadczeniem było również sprawdzenie ile różne przedmioty i osoby ważyłyby w czasie wypadku przy prędkości 50 km/h. I tak zwykły smartphone ważyłby 8 kg, natomiast filigranowa 8-latka już 1,5 tony! Dlatego zapinajmy pasy, a przedmioty jak torebki, butelki, telefony dobrze zabezpieczajmy a najlepiej zostawmy w bagażniku.

Smartphone niby taki niewielki, a w czasie wypadku ważyłby 8 kg.

Jak zawsze bawiłyśmy się świetnie. podczas całego rajdu :)

 

„I Rodzinny Rajd Samochodowy z Akwenem”

Zgodnie z obietnicą złożoną w poprzednim wpisie z cyklu „Motofanki”, nastąpiła runda trzecia naszych samochodowych zmagań.

09 października 2016 zgłosiłyśmy się na starcie „I Rodzinnego Rajdu Samochodowego z Akwenem” w Koziegłowach (okolice Poznania). Już od samego początku byłyśmy mile zaskoczone. Organizatorzy najpierw spytali się kto jest na takim rajdzie po raz pierwszy, a ponieważ takich osób zgłosiło się sporo, urządzili krótkie szkolenie. Przystępnie i cierpliwie objaśniali czym są i jakie możemy spotkać po drodze Punkty Kontroli Przejazdu (PKP), jak odczytywać itinerer i wypełniać kartę drogową. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że jak dotąd tak szczegółowego szkolenia nigdzie nam nie zaproponowano. Wspominając nasz pierwszy rajd widzimy, że też byłyśmy bardzo przestraszone i zdenerwowane. Z każdym rajdem nabieramy pewności siebie i luzu, który znacznie ułatwia pokonanie trasy i pozwala czerpać z niej więcej przyjemności. No i nie kłócimy się już po drodze w którą to stronę trzeba skręcić…no może tylko trochę :p Po odprawie zawodników i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości można było ruszyć na trasę.

Tym razem ukryłyśmy się pod numerem 19.

3,2,1..START! Prędkość 25km/h! Do pokonania 45 kilometrów. Inwencja twórcza organizatorów jest godna podziwu. Podczas tego rajdu trzeba było wykonać cztery zadania zręcznościowe i jedno sprawnościowo – samochodowe. Gdy ktoś całe wieki nie rzucał do kosza, tego dnia mógł to nadrobić. Następnie jedna z nas (pilot) odliczała 30 sekund, a druga (kierowca) odbijała rakietą tenisową piłkę. Im bliżej właściwej wartości 30 sekund wskazanych na stoperze, tym mniej punktów karnych. Fajnie, że organizatorzy przymykali oko na pewne niedociągnięcia ;) Trzecia zręcznościówka to przenoszenie na czas piłek tenisowych za pomocą wioseł. Ostatnie zadanie to określenie na tzw. „oko” wagi 3 przedmiotów (jeden z uczestników pomylił się tylko o 8 gramów!).

Najzabawniejsze i najbardziej interesujące były jednak zadania, które nie wymagały wysiadania z samochodu. Wymagały one od nas niezwykłej spostrzegawczości. Oto kilka największych „perełek”:
- Podaj nr posesji, której elementami ogrodzenia są rowery? Wpadlibyście na to, że stare rowery można wykorzystać w tak kreatywny sposób?!

Kreatywne wykorzystanie roweru.

- Pod jakim numerem „mieszka” Jezus na drzewie? 

Tak „mieszka” Jezus.

- Ile pawi wita gości przy drzwiach domu na posesji nr 11? Pawie choć  nie były żywe, zachwycały swoim wyglądem.

I wiele, wiele innych intrygujących i zaskakujących zagadek. Dzięki nim organizatorzy pokazali nam jak piękna jest gmina Czerwonak.

Jedyna wadą tego rajdu w porównaniu do poprzednich, to bardzo skromny posiłek na mecie (tylko zupa i kawałeczek ciasta) i nagrody.

Jeśli organizatorzy w przyszłym roku przygotują „II Rodzinny Rajd Samochodowy z Awenem”, to na nasz udział na pewno mogą liczyć. Dziękujemy za wspaniałą zabawę i pozdrawiamy wszystkie ekipy :)

„Panie za kierownicą”

Czas na rundę drugą. Tym razem świadoma praw i obowiązków wynikających z udziału w rajdzie, podjęłam z Mary wyzwanie.

21 sierpnia Automobilklub Wielkopolski Delegatura w Nowym Tomyślu przygotował Rajd Samochodowy „Panie za kierownicą”. Rajd zorganizowany był w ramach Jarmarku Chmielo -Wikliniarskiego we współpracy z Nowotomyskim Ośrodkiem Kultury. Uczestnicy Rajdu pokonując kolejne etapy przejechali przez miejscowości: Nowy Tomyśl, Stary Tomyśl, Wytomyśl, Lwówek, Wąsowo, Róża, Sątopy, Cicha Góra, a na metę zajechali do Restauracji „Smażalnia Ryb nad Stawem” w Przyłęku.

A nasz szczęśliwy numerek to… Drugi rajd i druga „12-tka”.

Choć nie jestem zatwardziałą feministką, uważam, że jeśli ktoś organizuje rajd „Panie za kierownicą”, to niech za tą kierownicą będą tylko Panie. To moja jedyna uwaga, poza nią stwierdzam, że rajd był bardzo udany i dobrze zorganizowany.

A co za progres! Mianowicie zajęłyśmy 6 miejsce. Okazało się bowiem, że kierowca Opla Astry ma talent do testów sprawnościowo-szybkościowych. Spośród 4 testów 2 razy byłyśmy najlepsze. Brawo dla kierowcy! W tym miejscu dla równowagi powinnam pochwalić Panią pilot. Sprawdziła się w zadaniach zręcznościowych takich jak: nawlekanie guzików na rzemyk, odmierzanie 1 litra wody bez użycia miary, czy nawlekanie nakrętek na drut po uprzednim 10-krotnym obrocie z głową w dół. Szaleństwo! Oprócz tego musiałyśmy również sprawdzić jak długo żył proboszcz jednej z parafii mijanych po drodze. Z perspektywy czasu myślę, że trochę za dużo było zadań a za krótka trasa.

Wzór prawidłowo wypełnionej karty.

Punktacja za próby i zadania na trasie.

Nagroda „pocieszenia”: wiklinowy koszyk z pysznościami w środku.

Organizatorzy dbali o każdy szczegół, a także o nasze żołądki. Bowiem tuż po rajdzie czekała na nas kawa i pyszne ciasto oraz obiad w  pięknych okolicznościach przyrody.

Restauracja „Smażalnia ryb nad stawem”.

Po rajdzie udałyśmy się na Jarmark i gdyby nie długa trasa powrotna do domu pewnie zabawiłybyśmy tam dłużej. Już dziś możemy Was zapewnić, że runda trzecia z pewnością się odbędzie, ale jaki tym razem rajd wybierzemy okaże się już wkrótce.

 

„XIII Rajd św. Krzysztofa”

24 lipca po raz pierwszy wzięłyśmy z Moniką udział w samochodowym rajdzie turystyczno-nawigacyjnym  (XIII Rajd św. Krzysztofa). Monika chyba do końca nie wiedziała na co się zgadza, bo prawie w ostatniej chwili i bez słowa sprzeciwu zastąpiła moją koleżankę, która z powodów rodzinnych nie mogła tego dnia być moim kierowcą ;)

Rajdy turystyczno-nawigacyjne, to jedna z ciekawszych form aktywnego wypoczynku, która daje możliwość zobaczenia interesujących miejsc, sprawdzenia się w roli „nawigatora” oraz poczucia dreszczyku emocji na próbie sprawnościowej. Nie ma więc klasycznego ścigania się jak na rajdach, gdzie o zwycięstwie decyduje głównie czas przejazdu. Każda załoga (minimum kierowca i pilot) otrzymuje na starcie komplet dokumentów, w tym tzw. itinerer. To opis przygotowany w oparciu o strzałki, odległości i znaki graficzne, na którego podstawie załoga musi odnaleźć i przejechać wyznaczoną trasę. Pilot musi wykazać się spostrzegawczością i umiejętnością posługiwania się mapą i odczytywania wskazówek, co dla niewprawnego rajdowca nie zawsze jest rzeczą łatwą. O tym czy trasa została przebyta przez nas prawidłowo powiadomi organizatorów karta dołączana do itinerera czyli tabela, w której pilot zaznacza wykonane próby i odpowiedzi na pytania, ale też przede wszystkim tzw. PKP czyli punkty kontroli przejazdu.

Przykładowy itinerer.

Po drodze trzeba odnaleźć punkty kontrolne, ułożyć hasło rajdu i wykonać wyznaczane przez sędziów na poszczególnych punktach zadania. Za każdy nieprawidłowy element są doliczane punkty karne, które decydują o zwycięstwie w całym rajdzie. Każda załoga ma na przejechanie trasy identyczny czas wyznaczony przez organizatora. Przykładowo na trasę o długości ok. 40 km jest to zwykle 120 min. Można więc jechać spokojnie nie łamiąc przepisów ruchu drogowego z tym zastrzeżeniem, że kto wyznaczony limit przekroczy po prostu nie ukończy rajdu. Oczywiście do udziału w rajdzie dopuszczone zostają jedynie te załogi, które stawią się na starcie sprawnym i ubezpieczonym pojazdem. Na trasie każda z załóg to normalni uczestnicy ruchu drogowego. Trzeba więc liczyć się z tym, że ewentualne zatrzymanie i ukaranie za wykroczenie na drodze mandatem przez policję może oznaczać wykluczenie z rajdu. 

O godzinie 11 stawiłyśmy się na starcie rajdu, który był usytuowany na Targowisku Miejskim w Mosinie. Tam też odbywała się próba sprawnościowa – jazda na czas wokół słupków. Po całkiem przyzwoitych wynikach osiągniętych na próbie sprawnościowej (brawa dla mojego kierowcy!) i otrzymaniu wszystkich niezbędnych wskazówek i dokumentów, ruszyłyśmy na trasę liczącą 42 km po okolicznych miejscowościach. Po bardzo emocjonującej i momentami burzliwej (czasem jednak mamy inne zdanie) jeździe, dotarłyśmy do mety znajdującej się w „Centrum Motoryzacji Historycznej Zbyszka Koprasa” w Fiałkowie. Tutaj do naszych rąk trafiła kolejna kartka z pytaniami, na które odpowiedzi trzeba było znaleźć dokładnie oglądając eksponaty zgromadzone przez  Koprasa.

Zbyszek Kopras od końca lat 90-tych gromadzi stare pojazdy, Od 2004 r. zajmuje się tworzeniem profesjonalnej kolekcji pojazdów zabytkowych. Gromadzi je,a następnie odrestaurowuje. Pasja kolekcjonerska  pozwoliła mu stworzyć ogromną Kolekcję-Skansen motoryzacyjnych unikatów, samochodów i motocykli. Aktualnie w garażach,a nawet na strychach zgromadzone są historyczne egzemplarze pojazdów, które jeździły po polskich drogach, a także unikaty na skalę światową.  Polonezy, w tym policyjny; Syrenki, w tym jedna z autografem Bohdana Łazuki, bohatera filmu „Kochajmy Syrenki”. Najliczniejsze są Fiaty 126p i 125p w różnych wersjach. Perełkami w zbiorach jest sześć Mikrusów, z czego jeden w idealnym stanie oraz unikalna  replika  wersji Cabrio.  Łącznie kolekcja liczy 330 motocykli, kilkanaście polskich motorowerów, 52 małe Fiaty, 8 Polonezów, 11 Tarpanów, 4 Syreny, 5 Mikrusów. Wszystkie są starannie posegregowane i uporządkowane. Prawdziwa skarbnica.

Polecamy zajrzeć tutaj Ratujmy historię polskiej motoryzacji!

Po znalezieniu odpowiedzi na wszystkie pytania, wypełnieniu i oddaniu kart, udałyśmy się na smaczny obiad. Zawarłyśmy również nowe, ciekawe znajomości i wymieniłyśmy się wrażeniami z innymi uczestnikami rajdu. Oczekiwanie na wyniki minęło bardzo szybko. Oczywiście ze względu na to, że to był nasz pierwszy rajd, nie oczekiwałyśmy zbyt wysokiego miejsca. Udało się zająć 18 miejsce na 24 :) Nie jest źle, a następnym razem będzie lepiej.

Sporo informacji o planowanych rajdach i o tym jak np. czytać itinerer można znaleźć na: Automobilklub WielkopolskiRajdy w Pobiedziskach.