Bitwa o Poznań

Wczoraj musiałyśmy dokonać trudnego wyboru – targi podróżnicze Tour Salon czy „Bitwa o Poznań” na Cytadeli. W końcu na korzyć tej drugiej opcji przeważyła piękna pogoda, która zachęcała do spacerów i to, że w inscenizacji brał udział nasz kolega Marcin (Pasjonat Historii). Szybka zbiórka w połowie drogi, polowanie na miejsce parkingowe i już podążamy na miejsce inscenizacji, która zaczęła się z małym poślizgiem chwilę po 13.

„Bitwa o Poznań” zorganizowana dzięki Stowarzyszeniu Poznańska Grupa Rekonstrukcji Historycznej Warta odbyła się z okazji 72. rocznicy zakończenia walk o nasze miasto. Od wielu lat co roku możemy obserwować wojenne zmagania o Fort Winiary.

Po raz pierwszy jej bohaterami byli cytadelowcy czyli cywile, biorący udział w walkach o Cytadelę. W inscenizacji wzięło udział 250 rekonstruktorów. Można było zobaczyć w akcji m.in. armatę̨ dywizyjną ZIS-3 ze zbiorów Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości.

Marcin niestety walczył po niewłaściwej stronie.

Główne walki wyzwalające Poznań spod okupacji niemieckiej trwały od 24 stycznia do 23 lutego 1945 r. Ich punktem kulminacyjnym był pięciodniowy szturm na Fort Winiary, czyli poznańską Cytadelę. 23 lutego skapitulował ostatni niemiecki garnizon, a Twierdza Poznań została przejęta przez rosyjskie oddziały, dzięki znacznej przewadze broni ciężkiej. W wyniku podpisanej kapitulacji, Poznań po kilku latach wyzwolił się spod niemieckiej okupacji.

Przyznamy szczerze, że jesteśmy pod wrażeniem organizacji oraz efektów specjalnych, które były doskonałe i wiarygodne, zwłaszcza krwawiące rany. A od huku armat i karabinów jeszcze długo dzwoniło w uszach :) Niestety nagłośnienie było bardzo słabe i nikt z nas nie rozumiał o czym mówi prowadzący.

Po zakończeniu inscenizacji męska część naszej grupy stwierdziła, że koniecznie trzeba zobaczyć Muzeum Uzbrojenia i plenerowy park sprzętu wojskowego. No w końcu, który facet by odpuścił ekspozycję na której znajduje się kilkanaście egzemplarzy pojazdów wojskowych, kilka samolotów i śmigłowców z okresu powojennego oraz wiele dział i moździerzy różnych typów.

Po „ochach” i „achach” nad różnego rodzaju sprzętem, starszy chłopiec nas opuścił, aby pozałatwiać swoje sprawy, a z młodszym ruszyłyśmy na odkrywanie zakątków Cytadeli (czytaj: szukając placu zabaw).

Cytadela jest jednym z kilku wyjątkowych miejsc, w którym ma się wrażenie, że oddycha się innym powietrzem. Miejscem, które rządzi się innymi prawami…prawami natury. Każda pora roku jest tu przepiękna i widoczna. Czasami w życiowym biegu i natłoku spraw nie zauważamy cudu zmian pór roku, martwimy się tylko autem, które zimą nie odpala, skrobaniem szyb lub zmianą opon. Natomiast tam można odetchnąć, zatrzymać się na chwilę, pospacerować szerokimi alejkami i zacienionymi zakątkami.

Ten największy park Poznania o powierzchni ok. 100 ha, zbudowano w latach 1963-1970 na terenie dawnego Fortu Winiary, a od 2008 został uznany za pomnik historii.

Nazwa „Cytadela” określa teren wzgórza, położonego na północ od centrum miasta. Stanowi on klasyczny przykład dzieła fortecznego, zrealizowanego według tzw. systemu nowopruskiego. Był zasadniczym elementem twierdzy pruskiej, w jaką przekształciły Poznań władze zaborcze.

W 1945 r. fortyfikacje Cytadeli zostały w znacznym stopniu zniszczone, a w latach następnych rozebrane. Na południowym stoku wzgórza urządzono wówczas cmentarz żołnierzy radzieckich.

Dawne czasy przypominają m.in. rzeźby „Braterstwo Broni” dłuta Dimitra Sowy z Charkowa i „Saperzy” Jana Jakóba. Stoi też – uroczyście oddany do użytku w 1986 r. – „Dzwon Pokoju i Przyjaźni Między Narodami”.

Instalacja Magdaleny Abakanowicz,  gdzie w tłumie „Nierozpoznanych” możemy się zgubić, stanęła w 2002 roku.

Od kilku lat na terenach Cytadeli w okresie wielkanocnym organizowane są z wielkim rozmachem misteria pasyjne przygotowywane przez Poznaniaków (Misterium Męki Pańskiej).

Natomiast dla najmłodszych, oprócz terenu idealnego na spacer jest jeszcze miejsce do jazdy na rowerach, rolkach czy hulajnogach. Znajduje się tu również kilka placów zabaw, w tym wyczekany przez Krzysia „niebieski”, na który w końcu dotarliśmy :)

Kilkugodzinny spacer oraz sporo wrażeń zmęczyły nie tylko najmłodszego członka naszej ekipy, ale i nas. A w przyszłym roku Tour Salon w sobotę, a w niedzielę „Bitwa o Poznań”, nie będzie wtedy trudnych wyborów ;) 

 

Uwaga KONKURS!

Konkurs na bloga 2

Kochani Czytacze! Mamy zaszczyt ogłosić pierwszy konkurs na tym blogu ;) Sprawa jest bardzo prosta. Aby wziąć udział w konkursie, należy:

1. Polubić stronę Poznanianki w podróży.
2. Pod postem o konkursie zaprosić do nas 4 swoich przyjaciół.
3. Na maila mariawpodrozy@wp.pl wysłać odpowiedzi na 4 proste pytania:

- W jakiej miejscowości słuchałyśmy szumu fal?
- Jaka jest całkowita długość budowli, o której mowa we wpisie „Gratka dla miłośników fortyfikacji„?
- O jakim jeziorze mówi wpis „Piękno rzeźbione lodowcem”
- Jak mają na imię autorki bloga?

Jeśli możecie i chcecie – udostępniajcie post konkursowy, będzie nam miło, choć nie jest to obowiązkowe.

To wszystko:) Konkurs trwa od 2 do 25 stycznia 2017.
26.01 spośród wszystkich osób, które udzieliły poprawnych odpowiedzi wylosujemy dwie, które otrzymają od nas książki o tematyce podróżniczej i krajoznawczej oraz słodkie upominki

W mailu, oprócz poprawnych odpowiedzi na pytania, napiszcie również swoje imię i nazwisko oraz nazwę miejscowość w której mieszkacie.

Zapraszamy i życzymy udanej zabawy oraz szczęścia w losowaniu! :)

powodzenia

Kochani! Ostatecznie zdecydowałyśmy się przyznać aż 4 nagrody. Gratulujemy wygranej Agnieszce, Oliwii, Andrzejowi i Pawłowi :)

Wesołych świąt!

Drodzy Czytelnicy!

W ten świąteczny czas najpierw pragniemy serdecznie podziękować za wspólny rok. Przełomowy dla bloga, bowiem dokonałyśmy tutaj wielu zmian, regularnie pojawiały się nowe wpisy, które mamy nadzieję Was inspirowały.

W ten magiczny czas życzymy Wam pełnych ciepła, spokoju i radości Świąt Bożego Narodzenia. Niechaj dostarczą tyle optymizmu, żeby starczyło na cały Nowy Rok. Aby kolejny rok przyniósł Wam wiele ciekawych podróży i możliwości odkrywania najpiękniejszych zakątków Polski i całego świata. 

Wszystkiego dobrego życzą Mary i Monia – zespół Bloga.

A poniżej „Cicha noc” w wykonaniu części naszej wspaniałej grupy z kursu języka migowego :) 



Wiedeńska magia świąt

Coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta….a Ty ich nie czujesz? Nic się nie martw, bo są niezawodne sposoby na takie dolegliwości. My serdecznie polecamy jarmarki bożonarodzeniowe organizowane najczęściej już od połowy listopada w każdym większym mieście.

Nas w tym roku skusiła Austria i nie zawiodłyśmy się. Bowiem najpiękniejsze wiedeńskie place przemieniły się w czarujące jarmarki i kusiły nas aromatem ponczu (Orangenpunsch) i smakołyków (Käsekrügel – kiełbasa z serem w środku, którą spróbowałyśmy w wiosce świątecznej na placu Maria-Theresien-Platz, pomiędzy Muzeum Historii Sztuki a Muzeum Historii Naturalnej). Niesamowicie świąteczna atmosfera podgrzewana dodatkowo gorącym winem ;) Przedświąteczny nastrój zapewniały również chóry muzyki gospel i występy zespołów muzycznych.

W Wiedniu jest 11 jarmarków, z czego nam udało się zobaczyć kilka. Najlepszy poncz wypiłyśmy na Stephanplatz. Podawany on jest w przepięknych kubkach, Co ciekawe na każdym z wiedeńskich jarmarków można spotkać inny kształt kubka: zwykłe lub w kształcie buta czy serca. Obowiązuje na nie kaucja, którą możemy odzyskać po wypiciu napoju lub, gdy kubek nam się bardzo spodoba, zabrać go ze sobą na pamiątkę. Wokół Stephanplatz znajduje się najwięcej sklepów z oryginalnymi pamiątkami.

Kubki z ponczem ze Stephanplatz. Oczywiście zabrałyśmy na pamiątkę.

W drodze ze Stephanplatz pod Ratusz będziecie mijać kawiarnię Demel znajdującą się przy ulicy Kohlmarkt 14. Koniecznie do niej wstąpcie na przepyszną kawę i kawałek tortu Sachera. Demel jest jedną z najbardziej znanych wiedeńskich kawiarni. Jej wnętrze jest bardzo klimatyczne, a obsługa przemiła. Oferta słodkości może przyprawić o zawrót głowy, ceny też :) W głębi lokalu znajduje się pracownia cukiernicza, gdzie zza szyby można obserwować pracę tutejszych mistrzów.

Kawiarnia Demel przy ul. Kohlmarkt 14.

Świąteczna witryna kawiarni Demel.

Ech, i jak tu nie wejść do środka…

Na placu Ratuszowym przywitała nas ustawiona na wejściu kilkumetrowa brama w kształcie łuku ze świeczkami oraz wielki napis Frohes Fest oraz Frohe Weihnachten (Wesołych Świąt). Wiele stoisk oferuje tradycyjne prezenty: ozdoby choinkowe, wyroby rzemiosła artystycznego, czapki, słodkości, przepięknie pachnące świeczki... Jeśli nie masz pomysłu na prezent i szukasz inspiracji to tam z pewnością coś znajdziesz. Jak się dowiedziałyśmy, po raz pierwszy była możliwość jazdy na łyżwach po dwóch dużych ślizgawkach oraz licznych ścieżkach wiodących przez park. Dodatkową atrakcją, oprócz 4500 m² powierzchni lodu, była austriacka gra „Eisstockschießen”, przypominającą do pewnego stopnia curling.

Jarmark pod Ratuszem.

Bombki – do wyboru do koloru. Śliczne, ale cena niektórych powalała.

Przejechałyśmy 1500 km, by poczuć magię Świąt i zabrać ją do domu – cel osiągnięty. Jedyny mało przyjemny aspekt naszej podróży to kradzież portfela, ale teraz możemy udzielić Wam rady, co robić w takim przypadku będąc za granicą. Poza tym nie umknęło naszej uwadze, że po zmroku na ulice wyszło bardzo wielu uchodźców. Przygotujcie się także na ogromne tłumy zwłaszcza pod wieczór, więc jeśli jesteście charakterami stroniącymi od skupisk ludzkich zastanówcie się czy w ogóle jechać. 

Wszystko pięknie, ale pamiętajcie… „Najlepsze prezenty ukryte są w sercach.” :)

Piękno rzeźbione lodowcem

Jest takie miejsce do którego bardzo lubię wracać, zwłaszcza gdy mam zły humor, bo wiem że stamtąd wyjadę spokojna i uśmiechnięta. Miejsce na długie wędrówki i krótkie spacery o każdej porze roku. Z rodziną, przyjaciółmi lub samotnie. Dla miłośników ciszy, spokoju i przepięknej przyrody. Czy czegoś więcej potrzeba do szczęścia?  

To magiczne miejsce ma tylko jedną wadę – do miejscowości Jeziory można dojechać jedynie autem. Najlepiej jechać drogą Poznań-Wrocław, a za Komornikami skręcić w lewo kierując się na „Green Hotel”, następnie 8 km prosto tzw.: „Graizerówką”.  Auto można zostawić na płatnym (5 zł/dzień) parkingu niedaleko Muzeum Przyrodniczego. Chętni mogą się cofnąć kilkaset metrów i zobaczyć posiadłość, jaką kazał tu wybudować dla siebie hitlerowski oprawca ludności Wielkopolski – Arthur Greiser. To właśnie od jego nazwiska wzięła się nazwa drogi, którą tu dojechaliśmy. 

Gdy już bezpiecznie dotrzemy na miejsce, pozostaje nam tylko zrelaksować się i rozkoszować pięknem przyrody.

Wielkopolski Park Narodowy

Cała Wielkopolska jest bardzo malownicza, co zawdzięcza trzem zlodowaceniom które na tysiące lat objęły terytorium Polski.  Oczywiście w tym czasie klimat również trzykrotnie się ocieplał, a lodowiec wycofywał. Dzięki temu, mimo że nasz region jest niziną, można spotkać tu głębokie doliny i wzniesienia. Podczas trzeciego i ostatniego zlodowacenia lądolód zatrzymał się na południe od Poznania, przyczyniając się do powstania między innymi Wzgórz Ostrzeszowskich i Wału Żerkowskiego. Wycofujący się lodowiec pozostawił niezwykle urozmaicony krajobraz w sąsiedztwie dzisiejszych południowych granic Poznania. Zabawił się w rzeźbiarza, którego narzędziem była woda, a tworzywem materiał skalny i osady.

Na przestrzeni 75 km kw. występują wszystkie charakterystyczne elementy krajobrazu polodowcowego – jeziora rynnowe, głazy narzutowe, wzgórza morenowe, czyli owalne pagórki zwane kemami i drumlinami oraz wały przypominające potężne nasypy kolejowe, zwane ozami.

Piękno i niecodzienna koncentracja zjawisk geologicznych na tym terenie doprowadziły, dzięki staraniom Adama Wodziczki, do utworzenia dwóch pierwszych rezerwatów przyrody: w Puszczykowie i nad jeziorem Kociołek. Natomiast w 1957 roku powstał Wielkopolski Park Narodowy

Jezioro Góreckie

centralnej części Wielkopolskiego Parku Narodowego znajduje się Jezioro Góreckie, które jest jeziorem rynnowym, kształtem przypominającym literę „L”. Jego linia brzegowa o długości 8300 m jest słabo rozwinięta.

Powierzchnia zwierciadła wody według różnych źródeł wynosi od 92,0 ha do 104,1 ha. Średnia głębokość jeziora wynosi 9,0 m, natomiast głębokość maksymalna 17,2 m. 

Jezioro Góreckie.

W oparciu o badania przeprowadzone w 2005 roku wody jeziora zaliczono do III klasy czystości.

Na jeziorze znajdują się dwie wyspy, większa to Wyspa Zamkowa z ruinami romantycznego zamku Klaudyny Potockiej z Działyńskich. Strome brzegi porastają w większości lasy. Część Jeziora Góreckiego stanowi obszar ochrony ścisłej. Z jeziora wypływa okresowy strumień łączący Jezioro Góreckie z Jeziorem Dymaczewskim.

Od grudnia 2009 na jeziorze pracuje aerator pulweryzacyjny z napędem wietrznym,  który dotlenia jezioro przeciwdziałając procesom jego przemiany w torfowisko.

Szlaki turystyczne

Przez WPN biegnie 5 szlaków turystycznych o łącznej długości 85 km: czerwony, niebieski, żółty, zielony i czarny. W celu lepszego poznania walorów przyrodniczych i kulturowych Parku, szlakami tymi wyznaczono kilka tras wycieczkowych: Trasa im. prof. Adama Wodziczki (9,5 km), Szlak Kosynierów (8 km), Trasa im. Cyryla Ratajskiego (13 km) oraz Trasa im. Bernarda Chrzanowskiego (12 km).

Z parkingu nad jezioro prowadzi czerwony szlak. Kilkuset metrów szerokiej, leśnej drogi, następnie stroma ścieżka i już jesteśmy na brzegu. Skręcając w lewo wejdziemy na nadbrzeżną trasę, którą można obejść całe jezioro. Ścieżka chowa się w cieniu gęstego lasu, więc tutaj nawet upał nie jest straszny.  Do tego niemal na całej trasie towarzyszy nam widok na samo jezioro.  Czasem może się wydawać, że jesteśmy na górskim szlaku, zwłaszcza gdy kolejny raz trzeba podejść pod górkę ;) Na zachodni brzeg dociera znacznie mniej turystów.

Na zmęczonych spacerem w kilku miejscach czekają drewniane ławki i stoły. Można też zejść na piaszczystą plażę, ale niestety w Jeziorze Góreckim obowiązuje całkowity zakaz kąpieli.

Obejście całego jeziora spacerowym krokiem zajmuje około 3 – 4 godzin. Jeśli ktoś planuje się tam wybrać z niemowlakiem to lepiej dla maleństwa zabrać chustę lub nosidło, bo z wózkiem w niektórych miejscach może być ciężko przejść. 

W wielu miejscach można znaleźć ślady działalności bobrów.

Studnia Napoleona

Miłośnicy legend i dobrych trunków zapewne ucieszą się, że jedno i drugie można tutaj znaleźć ;)

Studnia Napoleona znajduje się na zboczu Moreny Pożegowskiej, w pobliżu stacji kolejowej Osowa Góra, przy dawnym ważnym trakcie handlowym, który wiódł z Poznania na zachód, w kierunku Prus i Francji. Była ona istotnym miejscem popasów i odpoczynku podróżnych. Legenda głosi, że Napoleon Bonaparte, podążając z Francji na Moskwę (1812), również zatrzymał się w pobliżu i posłał adiutanta po wodę, która okazała się mieć smak szampana. Zjawisko zamiany wody w szampana ma się tu zdarzać raz do roku o niewiadomej porze. 

Studnia została odnowiona i oddana do użytku 18 sierpnia 2012, w formie przypominającej obiekty XVIII/XIX-wieczne, z drewnianym zadaszeniem. 

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Studnia Napoleona. Zdjęcie ze strony: http://czasmosiny.e-samorzadowiec.pl.

Tak więc moi drodzy Czytacze, jeśli najbliższy weekend nie zaskoczy nas brzydką pogodą, widzimy się na góreckim szlaku :)

"Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej" R.Kapuściński